7 wspaniałych, czyli początki straży miejskiej
Dodano: 30.09.2016 Autor: Redaktor
Rozmowa z Henrykiem Łobodą – komendantem Straży Miejskiej w Piekarach Śląskich, który pełni służbę od początku jej istnienia.
– Pamięta Pan swoje początki w straży miejskiej w Piekarach?
– Oczywiście. O naborze do straży miejskiej dowiedziałem się z prasy. Pracowałem wtedy jako mechanik maszyn parowych w odzieżowej spółdzielni pracy im. Elizy Orzeszkowej na Os. Wieczorka. Postanowiłem złożyć dokumenty do urzędu miasta, bo odkąd pamiętam praca w formacjach mundurowych zawsze była dla mnie atrakcyjna – lubiłem ład, dyscyplinę i porządek. Dlatego z decyzją o aplikowaniu do straży nie czekałem. Zgłosiło się wtedy ponad 60 kandydatów, a wybrano 7 osób. Po ogłoszeniu wyników naboru w lokalnej prasie ukazały się artykuły z nagłówkami „7 wspaniałych”. Pękaliśmy z dumy … (śmiech)
– Podobno pierwszy dzień w pracy zapada w pamięć na długo …
– Pamiętam swoją pierwszą służbę – dostaliśmy granatowe koszule z imieniem i nazwiskiem oraz saszetkę z druczkami mandatowymi i lizak. Mieliśmy za zadanie pilnować, by nikt nie wjeżdżał na most przy ul. 1 Maja.
– Dzisiaj korzystacie z samochodów i rowerów. Jakimi środkami transportu poruszaliście się na początku lat 90.?
– Może dziś trudno to sobie wyobrazić, ale po mieście przemieszczaliśmy się … autobusami miejskimi – zbieraliśmy opłaty targowe na kilkunastu targowiskach w mieście. Pracy było sporo – targowisk przybywało jak grzybów po deszczu. Handlowali na nich obcokrajowcy – można było kupić koniaki, metalowe wiadra… Pierwszy samochód dostaliśmy w 1993 roku – dużego fiata, który był wtedy
szczytem marzeń. Później przyszedł czas na poloneza. Były to
oczywiście używane auta – fiat był wcześniej do dyspozycji prezydenta
miasta. Pierwsza „nówka” to Nysa.
– Przypomina sobie Pan najzabawniejsze momenty?
– Tak. Odebraliśmy zgłoszenie od mieszkanki os. Powstańców Śląskich.
Kobieta twierdziła, że przed jej blokiem grasuje … krokodyl! Wszystkie
służby postanowiono na równe nogi – przyjechała straż pożarna, policja.
Krokodyl okazał się dmuchaną zabawką, która wydawała z siebie dźwięki i
z daleka do złudzenia przypominała prawdziwego krokodyla.
Kilka lat temu złapaliśmy na gorącym uczynku mieszkańca, który wyrzucał śmieci
w niedozwolonym miejscu. Było wcześnie – jeszcze przed godz. 7.
Zauważyliśmy mężczyznę, jak wraca z pustą taczką z terenu nieużytków.
Zmieszał się, gdy nas zobaczył. Zapytałem, co tam wyrzucił przed chwilą.
On uparcie twierdził, że nic. Nie odpuszczałem. Razem poszliśmy w to
miejsce, gdzie leżały dwie sterty śmieci. – Co ma ta kupka oznaczać? Nic? –
dociekałem wskazując na stertę po prawej stronie. – Nie, nie proszę pana – oburzył się. – Moja to ta po lewej! – poprawił mnie.
Innym razem – podczas wizyty Hanny Suchockiej w Piekarach padało jak z cebra – mieliśmy na sobie długie, czarne kurtki. Wtedy jeden z oficerów Biura Ochrony Rządu dociekał jakie służby reprezentujemy i gdy usłyszał odpowiedź zwrócił się do nas słowami: „Nie obraźcie się, ale wyglądacie jak karawaniarze”. Choć kilka lat temu podobna sytuacja wydarzyła się podczas oficjalnych uroczystości pod Kopcem Wyzwolenia. Do mojego zastępcy podszedł jeden z polityków, podał mu rękę i powiedział: „dziękuję za wszystko panie kapelmistrzu” (śmiech).
– Ale umundurowanie, jakim dysponujecie różni się od tego sprzed 20 lat.
– Tak. W 1997 roku ukazała się ustawa o strażach gminnych, która ujednoliciła prawa i obowiązki strażników. Wszyscy strażnicy w Polsce dostali takie samo umundurowanie – to które obowiązuje do dziś. Początkowo mieszkańcy z trudem rozpoznawali w nas straż miejską. Pewien mężczyzna – widać było – po kilku głębszych podszedł do nas i zapytał: „Kaj to żeście dzisiej grali?” Szybko zorientowaliśmy się, że pomylił nas z orkiestrą! I takich – bądź co bądź sympatycznych spotkań z mieszkańcami życzylibyśmy sobie jak najwięcej.
– Dziękujemy za rozmowę i życzymy wielu sukcesów zawodowych.




